Menu  
  Strona główna
  KOLĘDA '12
  Punkty '12
  Ważne dla ministrantów
  Liga Ministrancka
  DYŻURY 2010 2011
  Zdjęcia
  OBÓZ 2010
  => Sprawozdanie
  => Trasa
  => Vlepiamy
  Co na obozie?
  Rozrywka
  Polecamy
  Interakcja
  Rankingi
  Strona
Sprawozdanie

Dnia 27 czerwca 2010r. o godz. 11.30 wyruszyliśmy spod naszego kościoła na IV obóz ministrantów z Drzonkowa. Tym razem różnił się on pod wieloma względami. Zasadniczą różnicą jest fakt, że podróżowaliśmy na rowerach i po terenie płaskim jak stół. Poza tym odmiennie niż w poprzednich latach, aż 5 razy zmienialiśmy miejsce zamieszkania!

Ze względu na falę powodzi, która przetoczyła się przez nasz kraj w maju, nie mogliśmy skorzystać z promu, który pływał po Odrze. Zamiast tego pojechaliśmy do Sulechowa samochodami i busem (w którym notabene panowała bardzo wesoła atmosfera), a następnie rowerami do Obry (woj. wielkopolskie). Ku naszemu zdziwieniu wszyscy byli wzorowo przygotowani kondycyjnie do długiej trasy (53 km). Zamiast tego pojawiły sie bardzo nieprzyjemne odciski na dłoniach:( . Wieczorem poszliśmy na boisko szkolne, by pokopać piłkę. Później nasz Ksiądz Proboszcz Adam zorganizował nam specyficzne zawody. Należało trafić piłką między szczeble drabinki. Ciekawostką jest fakt, że zwycięzcami zostali najmłodszy i najstarszy uczestnik obozu. Otrzymali oni następnego dnia słodką niespodziankę.

Poniedziałek był dniem rekreacyjnym. Odpoczywaliśmy nad jeziorem od rowerów i wysiłku fizycznego, choć niektórzy z nas poszli później odbijać piłkę ze starymi i nowymi znajomymi . Po obiedzie zwiedzaliśmy seminarium w Obrze, połączone z zakonem oblatów. Młody kleryk oprowadził nas po budynku i muzeum misyjnym. Znajdowały się tam przedmioty z całego świata, przesłane przez misjonarzy. Na zakończenie udzielił odpowiedzi na wszystkie zadane pytania. Po kolacji odbył się mecz piłkarski z ekipą ministrantów z Poznania (przebywających w tym samym pensjonacie co my).

We wtorek rano wzięliśmy udział we Mszy św. w seminarium. Następnie pojechaliśmy na rowerach do Rakoniewic, gdzie znajduje się muzeum pożarnictwa i Wolsztyna, gdzie oglądaliśmy muzeum kolei parowej. Mi osobiście najbardziej podobał się sztandar Falubazu, wiszący w muzeum w Rakoniewicach. Po obiedzie poszliśmy nad jezioro, gdzie kąpaliśmy się i graliśmy w "kartofla" na zadania.

W środowy dzień czekało nas wykwaterowanie z naszego pierwszego pensjonatu – w Obrze. Rowerami przedostaliśmy się do Wolsztyna, gdzie wsiedliśmy do szynobusu. Zawiózł nas on do Poznania, a stamtąd udaliśmy się do Pobiedzisk (między Poznaniem i Gnieznem). Później pojechaliśmy na pola lednickie. Zwiedziliśmy budynek, dom JP 2 i przeszliśmy pod bramą Rybą. Na zakończenie wzięliśmy udział we Mszy św. która odbyła się w miejscowej kaplicy. Następnie przejechaliśmy rowerami do Ługowa i zakwaterowaliśmy się w pięknym motelu "Max", za którym później tęskniliśmy po każdej zmianie miejsca zamieszkania.

Poranek piątego dnia oznaczał pół obozu, które zleciało jak sen złoty. Optymiści powiedzieliby "jeszcze pół obozu", pesymiści "już pół obozu minęło". My wyruszyliśmy (oczywiście na rowerach) do Ostrowa Lednickiego. Tam zwiedzaliśmy ruiny zamku Piastów. Później odpoczywaliśmy na plaży i tradycyjnie już graliśmy w ziemniaka na zadania. Tuż przed porą powrotu podeszło do nas trzech studentów i zapytało, czy wystawimy czterech albo pięciu do meczu w siatkówkę. Przyjęliśmy wyzwanie ale zagraliśmy w trójkę. Po ciężkim meczu poznaniacy musieli uznać naszą wyższość. Mistrzowie Polski na żużlu pokonali Mistrzów Polski w piłce nożnej 2:1 (3x3) (18,-4,13). Przed obiadem zwiedzaliśmy jeszcze skansen, gdzie pożegnaliśmy kolegę, który wyjeżdżał wcześniej do Włoch.

Piątek oznaczał wykwaterowanie z motelu ( ) i wyjazd kolejnego kolegi. Obowiązki wezwały również Księdza Proboszcza, który wsiadł w samochód, jadący do Drzonkowa. My podróżowaliśmy dalej. Na ten dzień mieliśmy zaplanowany "przelot" do Gniezna. Odległość dzieląca nas od niego nie powalała na kolana, biorąc pod uwagę poprzednie przejazdy (więcej o kilometrach w podstronie "trasa"). Na miejscu zwiedzaliśmy katedrę św. Wojciecha i weszliśmy na taras widokowy. W tym miejscu jeden z naszych kolegów otrzymał telefonicznie wspaniałą wiadomość. Właśnie dostał się do najlepszego liceum w mieście! To jeszcze bardziej poprawiło humory ministrantów, którzy potrafią się cieszyć z sukcesów innych. Następnie wzięliśmy udział we Mszy św. w katedrze i odpoczywaliśmy na rynku w Gnieźnie. Wieczorem zakwaterowaliśmy się na obrzeżach miasta i poznaliśmy nowych znajomych .

W sobotę rano wzięliśmy udział we Mszy św. w zakonie sióstr karmelitanek. Mogliśmy zobaczyć na własne oczy, jak bardzo oddzielony od świata jest ten zakon. Nawet w Eucharystii zakonnice brały udział za kratami! Tymczasem po Mszy czekało nas następne wykwaterowanie i przemieszczenie. Tym razem rowerami wjechaliśmy aż na Kujawy – do Biskupina. Po zakwaterowaniu i obiadokolacji poszliśmy na boisko, gdzie spotkaliśmy miejscowych kolegów. Wymieszaliśmy się i zagraliśmy bardzo ciekawy mecz.

Niedziela jest Dniem Pańskim. Wie i szanuje to każdy, prawdziwy chrześcijanin. My również. Tego dnia nie jeździliśmy zbyt wiele na rowerach (chociaż 25 km mogłoby rzucić na kolana niejednego dorosłego), odpoczywaliśmy za to nad jeziorem. Pod wieczór znów pograliśmy w piłkę, jednak dziurawe boisko i obawa kontuzji skutecznie odstraszyły nas przed dalszym przychodzeniem na ten obiekt.

Na poniedziełek mieliśmy w planach bardzo ciekawe muzeum archeologiczne. Do obiadu plażowaliśmy już po raz ostatni nad jeziorem, później pojechaliśmy (oczywiście na rowerach) na teren wykopalisk. Wszystko było bardzo interesujące i czas bardzo szybko zleciał.

Niestety, wtorek był ostatnim dniem obozu. Wiadomo: pakowanie, pożegnalne fotki, ale i radość z powrotu do domów i ujrzenia bliskich.

IV obóz ministrancki był jednogłośnie uznany za najlepszy. Wbrew pozorom nie zmęczył on nas tak jak góry. Dodatkowo codziennie korzystaliśmy z pięknej pogody zesłanej nam przez Boga nad jeziorem. Każdy z nas zapytany o plusy obozu mógłby bez problemu wymienić kilka punktów. Minusy są większym wyzwaniem, bo tych praktycznie nie było. Z tego powodu pragniemy serdecznie podziękować naszemu Księdzu Proboszczowi Adamowi i opiekunom: panu Ryszardowi i panu Janowi, za wspaniałą organizację czasu wolnego i wysiłku fizycznego podczas obozu.

Na koniec trochę o liczbach. W czasie obozu pokonaliśmy ok. 330 km. Aby oddać ogrom tej liczby przedstawiam trochę geograficznych odległości:

ok. 330 km:

z Zielonej Góry na Jasną Górę (do Częstochowy)

z Zielonej Góry do Łodzi

z Wrocławia do Warszawy

z Poznania do Olsztyna

z Zakopanego do Wrocławia

W czasie obozu byliśmy łącznie w 6 kościołach, seminariach i kaplicach. 5 razy zmienialiśmy miejsce zamieszkania. Amplituda wieku uczestników obozu wynosiła 8 lat (dla porównania: obóz 2009 – 7 lat, obóz 2008 – 6 lat, obóz 2007 – 4 lata). Na rowerach spędziliśmy ok. 30 godzin, czyli ok. 1/8 obozu. W piłkę graliśmy ok. 4,5 h przez cały obóz.


 
   
Reklama  
   
Partnerzy strony:  
   
Kontakt  
 
LUB
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
statystyka Copyright Š 2007-2010 Ministranci z Drzonkowa
Wszelkie prawa zastrzeżone